poniedziałek, 10 listopada 2008

W Bunkrze



Ala ma psa, a pies maskę gazową


Żyjemy w Krakowie – stolicy kultury, a tak często o tym zapominamy. Czasem warto zostawić pilot na pustym fotelu i odwiedzić choćby Bunkier Sztuki.
  
Grupa Łódź Kaliska działa od 1978 roku jako formacja neoawangardowa w składzie: Adam Rzepecki, Andrzej Świetlik, Marek Janiak, Andrzej Kwietniewski i Andrzej Wielogórski. W początkach twórczości sięgali oni po konceptualizm. W latach 90. rozwinęli koncepcję „sztuki żenującej”. Obecnie Łódź Kaliska to daleko pojęte performance, teksty, fotografia, instalacje, a także film eksperymentalny. Od 2003 roku wyraża styl New Pop, który pozwala im wykorzystywać m. in. mechanizmy reklamy.

„Alementarz” tylko z pozoru przypomina elementarz Falskiego. Opiera się na metodzie „organiczno-obrazowej”. Tematyka wszystkich około pięćdziesięciu plansz zaangażowana jest społecznie. Widzimy w nich nawiązanie do takich polskich wartości, jak religia, Ojczyzna i rodzina. „Alementarz” skupia się na literze „a” – każda plansza zaczyna się od słów „a is for…”. Nie warto liczyć na dojście do „z”. Ba! Nie dojdziemy nawet do „b”!

Bohaterami są Ali i Al. Są plastikowymi manekinami, które artyści przedstawiają w instalacjach i fotografiach. Właściwie, to nie wiadomo, kim owi bohaterowie są. Po wyjściu z wystawy możemy przeczytać tekst Marii Poprzęckiej, która pisze o nich tak: „Podobno to nowi Polacy. On – Arab z polskim paszportem, niemłody, o wyglądzie, który powinien wzbudzić czujność lotniskowych ochroniarzy. Ona – Chinka, młoda, taka jak inne młode Chinki. […] Ali i Al nie chodzą do pierwszej klasy. W ogóle nie chodzą do szkoły. Chyba nie uczą się polskiego. Angielskiego też się nie uczą. W ogóle się nie uczą. I na pewno nie mają Asa.” Praca Łodzi Kaliskiej ironicznie przedstawia i komentuje współczesną polską rzeczywistość. Jest próbą zmierzenia się z trudnymi problemami.

Słusznie stwierdziłam przekraczając próg Bunkra – trzeba będzie używać szarych komórek. „Alementarz” był dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Nastawiłam się na nudę i powielanie standardów. Spotkało mnie miłe rozczarowanie. Irytowało mnie jedynie regularne „zjadanie” przecinków i pytajników, a także mylenie „ż” z „ź”. Jednak całość oceniam bardzo pozytywnie. Ciągle się śmiałam, lecz w rezultacie nie zostałam pozostawiona bez refleksji.

Obiecuję, że jeszcze raz pójdę na randkę z „Alementarzem”. W końcu kochanek jest od tego, by sprawiać przyjemność. Jest tani w utrzymaniu – musimy wydać na niego zaledwie trzy złote* Ręczę za niego moją umiejętnością pojmowania Sztuki. ZA-PRA-SZAM!

Ewelina
*trzy złote – cena biletu ulgowego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz