Ala ma psa, a pies maskę gazową
Żyjemy w Krakowie – stolicy kultury, a tak często o tym zapominamy.
Czasem warto zostawić pilot na pustym fotelu i odwiedzić choćby Bunkier Sztuki.
Grupa Łódź Kaliska działa od 1978
roku jako formacja neoawangardowa w składzie: Adam Rzepecki, Andrzej Świetlik,
Marek Janiak, Andrzej Kwietniewski i Andrzej Wielogórski. W początkach
twórczości sięgali oni po konceptualizm. W latach 90. rozwinęli koncepcję
„sztuki żenującej”. Obecnie Łódź Kaliska to daleko pojęte performance, teksty,
fotografia, instalacje, a także film eksperymentalny. Od 2003 roku wyraża styl
New Pop, który pozwala im wykorzystywać m. in. mechanizmy reklamy.
„Alementarz” tylko z pozoru
przypomina elementarz Falskiego. Opiera się na metodzie „organiczno-obrazowej”.
Tematyka wszystkich około pięćdziesięciu plansz zaangażowana jest społecznie.
Widzimy w nich nawiązanie do takich polskich wartości, jak religia, Ojczyzna i
rodzina. „Alementarz” skupia się na literze „a” – każda plansza zaczyna się od
słów „a is for…”. Nie warto liczyć na dojście do „z”. Ba! Nie dojdziemy nawet
do „b”!
Bohaterami są Ali i Al. Są
plastikowymi manekinami, które artyści przedstawiają w instalacjach i
fotografiach. Właściwie, to nie wiadomo, kim owi bohaterowie są. Po wyjściu z
wystawy możemy przeczytać tekst Marii Poprzęckiej, która pisze o nich tak:
„Podobno to nowi Polacy. On – Arab z
polskim paszportem, niemłody, o wyglądzie, który powinien wzbudzić czujność
lotniskowych ochroniarzy. Ona – Chinka, młoda, taka jak inne młode Chinki. […]
Ali i Al nie chodzą do pierwszej klasy. W ogóle nie chodzą do szkoły. Chyba nie
uczą się polskiego. Angielskiego też się nie uczą. W ogóle się nie uczą. I na
pewno nie mają Asa.” Praca Łodzi Kaliskiej ironicznie przedstawia i komentuje
współczesną polską rzeczywistość. Jest próbą zmierzenia się z trudnymi
problemami.
Słusznie stwierdziłam
przekraczając próg Bunkra – trzeba będzie używać szarych komórek. „Alementarz”
był dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Nastawiłam się na nudę i powielanie standardów.
Spotkało mnie miłe rozczarowanie. Irytowało mnie jedynie regularne „zjadanie”
przecinków i pytajników, a także mylenie „ż” z „ź”. Jednak całość oceniam
bardzo pozytywnie. Ciągle się śmiałam, lecz w rezultacie nie zostałam pozostawiona
bez refleksji.
Obiecuję, że jeszcze raz pójdę na
randkę z „Alementarzem”. W końcu kochanek jest od tego, by sprawiać
przyjemność. Jest tani w utrzymaniu – musimy wydać na niego zaledwie trzy
złote* Ręczę za niego moją umiejętnością pojmowania Sztuki. ZA-PRA-SZAM!
Ewelina
*trzy złote – cena biletu ulgowego.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz