Możecie kontaktować się z nami także śląc e-maile na adres KPSTZ: sztuka3lo@gmail.com
Koło Przyjaciół Sztuki Trzeciego Zakładu
piątek, 18 listopada 2011
czwartek, 9 kwietnia 2009
Malczewski - fotorelacja
Niestety, żadnych zdjęć z samej wystawy, bo nam zabronili. No trudno...
Michał
czwartek, 2 kwietnia 2009
Do Narodu odezwa mała
Na okres zimowy zawiesiliśmy działalność. Było to również spowodowane błogosławionym stanem p. Serwińskiej, którą serdecznie pozdrawiamy! :) Teraz jednak, wracamy. Sztuka Nas potrzebuje!
Jako że aura sprzyjająca się staje, a czuwać i mieć nas w opiece Ciocia Czadowa przyobiecała, znów na uciechy ducha chadzać zaczęliśmy.
Dołącz się i Ty!
Już niedługo kolejny update, a na razie można obejrzeć zdjęcia z Szołayskich. ;)
Michał
Jako że aura sprzyjająca się staje, a czuwać i mieć nas w opiece Ciocia Czadowa przyobiecała, znów na uciechy ducha chadzać zaczęliśmy.
Dołącz się i Ty!
Już niedługo kolejny update, a na razie można obejrzeć zdjęcia z Szołayskich. ;)
Michał
poniedziałek, 10 listopada 2008
W Bunkrze
Ala ma psa, a pies maskę gazową
Żyjemy w Krakowie – stolicy kultury, a tak często o tym zapominamy.
Czasem warto zostawić pilot na pustym fotelu i odwiedzić choćby Bunkier Sztuki.
Grupa Łódź Kaliska działa od 1978
roku jako formacja neoawangardowa w składzie: Adam Rzepecki, Andrzej Świetlik,
Marek Janiak, Andrzej Kwietniewski i Andrzej Wielogórski. W początkach
twórczości sięgali oni po konceptualizm. W latach 90. rozwinęli koncepcję
„sztuki żenującej”. Obecnie Łódź Kaliska to daleko pojęte performance, teksty,
fotografia, instalacje, a także film eksperymentalny. Od 2003 roku wyraża styl
New Pop, który pozwala im wykorzystywać m. in. mechanizmy reklamy.
„Alementarz” tylko z pozoru
przypomina elementarz Falskiego. Opiera się na metodzie „organiczno-obrazowej”.
Tematyka wszystkich około pięćdziesięciu plansz zaangażowana jest społecznie.
Widzimy w nich nawiązanie do takich polskich wartości, jak religia, Ojczyzna i
rodzina. „Alementarz” skupia się na literze „a” – każda plansza zaczyna się od
słów „a is for…”. Nie warto liczyć na dojście do „z”. Ba! Nie dojdziemy nawet
do „b”!
Bohaterami są Ali i Al. Są
plastikowymi manekinami, które artyści przedstawiają w instalacjach i
fotografiach. Właściwie, to nie wiadomo, kim owi bohaterowie są. Po wyjściu z
wystawy możemy przeczytać tekst Marii Poprzęckiej, która pisze o nich tak:
„Podobno to nowi Polacy. On – Arab z
polskim paszportem, niemłody, o wyglądzie, który powinien wzbudzić czujność
lotniskowych ochroniarzy. Ona – Chinka, młoda, taka jak inne młode Chinki. […]
Ali i Al nie chodzą do pierwszej klasy. W ogóle nie chodzą do szkoły. Chyba nie
uczą się polskiego. Angielskiego też się nie uczą. W ogóle się nie uczą. I na
pewno nie mają Asa.” Praca Łodzi Kaliskiej ironicznie przedstawia i komentuje
współczesną polską rzeczywistość. Jest próbą zmierzenia się z trudnymi
problemami.
Słusznie stwierdziłam
przekraczając próg Bunkra – trzeba będzie używać szarych komórek. „Alementarz”
był dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Nastawiłam się na nudę i powielanie standardów.
Spotkało mnie miłe rozczarowanie. Irytowało mnie jedynie regularne „zjadanie”
przecinków i pytajników, a także mylenie „ż” z „ź”. Jednak całość oceniam
bardzo pozytywnie. Ciągle się śmiałam, lecz w rezultacie nie zostałam pozostawiona
bez refleksji.
Obiecuję, że jeszcze raz pójdę na
randkę z „Alementarzem”. W końcu kochanek jest od tego, by sprawiać
przyjemność. Jest tani w utrzymaniu – musimy wydać na niego zaledwie trzy
złote* Ręczę za niego moją umiejętnością pojmowania Sztuki. ZA-PRA-SZAM!
Ewelina
*trzy złote – cena biletu ulgowego.
niedziela, 2 listopada 2008
UWAGA- MIŁOŚNICY SZTUKI
sobotnie spotkanie muzealne
znowu aktualne!!!
8 listopada godz.12:00
przed Muzeum Narodowym
idziemy na wystawę obrazów Zofii Stryjeńskiej
Zapraszamy wszystkich chętnych
niedziela, 26 października 2008
Koło Przyjaciół Sztuki zaprasza!
13 września br. odbyło się pierwsze szkolne wyjście w ramach „odchamiania” młodzieży Trójki. Uczestnikom nie przeszkadzała pogoda à la początek zimy. Nasza guru, prof. Serwińska, poświęciła zdrowie, przychodząc niemalże boso, jak na takie warunki klimatyczne, bo w klapkach. Jednak szeroko pojęty chłód i niebo zbierające się na płacz nie przeszkodziły nam w świetnej zabawie, o ile można się świetnie bawić, oglądając portrety trumienne.
Mimo że była to sobota, nasza wesoła gromadka liczyła dziewięć osób. Zwarci i gotowi, udaliśmy się do Pałacu biskupa Erazma Ciołka, mieszczącego się na ulicy Kanonicznej w Krakowie. Skorzystaliśmy z oferowanej przez Muzeum Narodowe opcji bezpłatnego przewodnika, którym okazała się być genialna mediewistka – Magdalena Łanuszka. Wystawa: Sztuka dawnej Polski XII - XVIII wiek. Zwiedzanie obejmowało osiem sal pałacu, zaczynając od sztuki romańskiej i zgrabnych kapiteli z wymytą polichromią. Kolejno zaskoczył nas gotyk swoimi „śmiesznymi” diabłami na ołtarzach, aż wreszcie dobrnęliśmy do sztuki renesansu i wczesnego baroku. Niewątpliwie największym dziełem wystawy była Madonna z Krużlowej – uosobienie średniowiecznego piękna. Przewodnik jako ciekawostkę podał, że kobiety tego okresu wyskubywały sobie włosy, by maksymalnie powiększyć czoło i upodobnić się do ideału. Z pewnością Madonna z Krużlowej spełnia surowe wymogi.
Moją ulubioną salą jest zdecydowanie ta poświęcona twórczości Wita Stwosza. Znajdą się w niej zarówno dzieła samego Mistrza, jak i te, które powstały pod wpływem Jego twórczości. Koleją atrakcją ekspozycji jest sala poświęcona staropolskim zwyczajom pogrzebowym. Ta wzbudziła w nas najwięcej emocji – portrety trumienne i melancholijna muzyka w tle odegrały zamierzoną rolę. Zwiedzanie zakończyliśmy przy zbiorze dawnego malarstwa portretowego. W prezencie od pani Magdaleny otrzymaliśmy krótki rys historyczny, a na deser mogliśmy zobaczyć portret Jana III Sobieskiego.
Półtorej godziny mile spędzonego czasu, namacalny kontakt ze sztuką – idealne odgonienie nudy sobotniego popołudnia. Było to pierwsze, ale zdecydowanie nie ostatnie nasze wyjście do muzeum (oczywiście na muzeach zakres poznawania kultury się nie kończy). Kolejne planowane na połowę października. Będzie jeszcze zimniej, pochmurniej, wilgotniej, ale jednocześnie weselej, bo zakochani w sztuce to nie snoby (no spójrzcie na mnie), a liczę, że będzie nas jeszczeee więcej.
Ewelina
Mimo że była to sobota, nasza wesoła gromadka liczyła dziewięć osób. Zwarci i gotowi, udaliśmy się do Pałacu biskupa Erazma Ciołka, mieszczącego się na ulicy Kanonicznej w Krakowie. Skorzystaliśmy z oferowanej przez Muzeum Narodowe opcji bezpłatnego przewodnika, którym okazała się być genialna mediewistka – Magdalena Łanuszka. Wystawa: Sztuka dawnej Polski XII - XVIII wiek. Zwiedzanie obejmowało osiem sal pałacu, zaczynając od sztuki romańskiej i zgrabnych kapiteli z wymytą polichromią. Kolejno zaskoczył nas gotyk swoimi „śmiesznymi” diabłami na ołtarzach, aż wreszcie dobrnęliśmy do sztuki renesansu i wczesnego baroku. Niewątpliwie największym dziełem wystawy była Madonna z Krużlowej – uosobienie średniowiecznego piękna. Przewodnik jako ciekawostkę podał, że kobiety tego okresu wyskubywały sobie włosy, by maksymalnie powiększyć czoło i upodobnić się do ideału. Z pewnością Madonna z Krużlowej spełnia surowe wymogi.
Moją ulubioną salą jest zdecydowanie ta poświęcona twórczości Wita Stwosza. Znajdą się w niej zarówno dzieła samego Mistrza, jak i te, które powstały pod wpływem Jego twórczości. Koleją atrakcją ekspozycji jest sala poświęcona staropolskim zwyczajom pogrzebowym. Ta wzbudziła w nas najwięcej emocji – portrety trumienne i melancholijna muzyka w tle odegrały zamierzoną rolę. Zwiedzanie zakończyliśmy przy zbiorze dawnego malarstwa portretowego. W prezencie od pani Magdaleny otrzymaliśmy krótki rys historyczny, a na deser mogliśmy zobaczyć portret Jana III Sobieskiego.
Półtorej godziny mile spędzonego czasu, namacalny kontakt ze sztuką – idealne odgonienie nudy sobotniego popołudnia. Było to pierwsze, ale zdecydowanie nie ostatnie nasze wyjście do muzeum (oczywiście na muzeach zakres poznawania kultury się nie kończy). Kolejne planowane na połowę października. Będzie jeszcze zimniej, pochmurniej, wilgotniej, ale jednocześnie weselej, bo zakochani w sztuce to nie snoby (no spójrzcie na mnie), a liczę, że będzie nas jeszczeee więcej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

